Kanał Rss
Content
„Pójdę do jedynej” Kasia Bulicz-Kasprzak
12 lipca 2017

laskaNa palcach jednej ręki potrafię zliczyć książki, które ostaniami czasy tak bardzo mocno mnie wciągnęły, a jednocześnie w tak sugestywny sposób odmalowały przede mną codzienny świat głównych bohaterów. W „Pójdę do jedynej” nie ma wielkich dramatów, ani zwariowanych zwrotów akcji, które powoli na mnie, jako na czytelniku, przestały w ogóle robić wrażenie. Jest za to dużo ciepła, zrozumienia i pokory, a przede wszystkim miłości, bez całej tej otoczki popkulturowego i niestrawnego lukru.


„O mój rozmarynie rozwijaj się. Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej…” tak brzmi jedna z piękniejszych żołnierskich piosenek. Pewnie jedni stwierdzą „e, tam, tanie resentymenty”, drudzy się rozczulą, natomiast jeszcze inni w ogóle jej nie skojarzą i przejdą obok niewzruszeni. Ja jednak obojętnie nie przeszłam i z tego powodu bardzo się cieszę. Przede wszystkim dlatego, że dostałam kawał solidnie skonstruowanej historii, z bohaterami z krwi i kości, bez upiększeń, bez zbędnej ckliwości i taniego grania na emocjach, które w tego typu powieściach tak bardzo rażą mnie w oczy. W zamian w moje ręce wpadła pozycja skupiająca się na losach czwórki bohaterów, których drogi życiowe nierozerwalnie połączyło wojsko.

Mimo, że streszczenie powieści zamieszczone na okładce sugeruje, że w powieści mamy do czynienia przede wszystkim z dwójką chłopców, z Pawłem i Karolem, w miarę rozwoju historii poznajemy jeszcze dwie kobiety – Jadwigę i Krystynę, które, jak nie trudno się domyślić, będą wybrankami naszych protagonistów. I tak Paweł, z wiejskiego, nieopierzonego podrostka, staje się żołnierzem, choć rzeczywistość jest daleka od tego, co sobie wymarzył. Chłopak jest jednak w stanie poświecić dużo, byleby dostać upragniony przydział mieszkaniowy i w końcu ożenić się z ukochaną kobietą. Inaczej jest z Karolem, synem wysoko postawionego milicjanta, który daje synowi ultimatum: albo więzienie albo służba w wojsku.

„Paweł wrócił wspomnieniami na swoją wieś. Boiskiem był plac gromadzki za remizą. Jesienią rozciągało się tam błoto, latem obrzeża zarastały pokrzywy, jakby stymulowane do wzrostu kontaktem z gołymi dziecięcymi łydkami”.

Mocną stroną książki są bohaterowie i opowiadana historia. Zarówno postać Karola, jak i Pawła świetnie oddają realia Polki późnych lat 70-tych, Polski tzw. klasy A i B. Z drugiej zaś strony czytając „Pójdę do jedynej” odniosłam wrażenie, że w końcu komuś udało opowiedzieć się o żołnierzach, o mundurowych bez całego tego patosu i naleciałości historycznej. Bez tego niepotrzebnego zresztą teraz rozgrzebywania „my-oni”, Pani Bulicz-Kasprzak udało się pokazać, że nie każdy żołnierz to bezduszny bezmózgowiec, który zabijał i ciemiężył. Zresztą tego woskowania, mimo że jest to główny element na którym opiera się powieść, jest tyle, aby stworzyć wyraziste tło. Tło potrzebne do zaprezentowania dylematów, marzeń, a przede wszystkim pozwalające na skonfrontowanie bohaterów z rzeczywistością, która niekoniecznie jest tym, czym sobie wymarzyli. Jak trudno jest przetrwać chłopakowi ze wsi w koszarach, jak traktowani są w wojsku ludzie prostolinijni i uczciwi i w końcu, że nawet wojsko nie może pozbawić człowieka wrażliwości i empatii – o tym wszystkim będzie można się dowiedzieć śledząc losy dwójki młodych chłopaków, których los postawił na swojej drodze.

Jednak książka Pani Bulicz-Kasprzak to przede wszystkim opowieść o tym, że decyzje, które podejmujemy w życiu rzutują na naszą przyszłość. Niestety, jak to w życiu bywa, w większości wypadków skutki tychże decyzji są bardziej negatywne niż pozytywne, choć czasami, tak jak w wypadku Karola, figiel spłatany przez los może być czymś dobrym, ale aby to dostrzec trzeba czasu, wybaczenia i dużej dozy dobrej woli.

„Miała ten typ urody, który u patrzącego wywołuje skojarzenie z majowym dniem, świeżością i rzodkiewką. Takie kobiety zawsze pozostają atrakcyjne i zawsze spogląda się na nie z przyjemnością”.

Na drugim biegunie znajdują się bohaterki nakreślone w książce. Czytając ich rozterki, wybory i przede wszystkim motywacje życiowe miałam wrażenie, że oto znalazłam się w kadrze filmu Janusza Kondratiuka „Dziewczyny do wzięcia”. Tyle naiwności, niespełnionych marzeń, mylnie pojmowanej miłości utożsamianej z namiętnością, a przede wszystkim wszechobecne poszukiwanie akceptacji bez względu na wszystko – już dawno nie spotkałam się z plejadą równie „głupiutkich” co przegranych w pewnym sensie postaci. W pewnym momencie odniosłam również wrażenie, że Jadwiga przypomina mi główną bohaterkę książki „Długie lata szczęścia”, która to przez całą powieść poszukiwała uczucia i dopiero pod koniec historii zrozumiała, że generalnie nie istnieje w jej życiu nikt inny, kto rozumiałby ją tak dobrze jak tylko jej najlepszy kolega z dzieciństwa. W „Pójdę do jedynej” trudno jest obserwować proces dotarcia się bohaterów, tym szczególniej, kiedy jedno z całkowicie ignoruje potrzeby drugiego. I za to właśnie, że relacje ukazane pomiędzy bohaterami w powieści nie są jedynie papierową imitacją tego, co może się zdarzyć, należy pochwalić autorkę.

Agnieszka Rewucka

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z: